sobota, 27 grudnia 2014

Świąteczny imagin z Lukiem.

    Ledwo otworzyłam oczy, by znów je zamknąć. Promienie słońca padały przez okno w moje zaspane tęczówki. Przewróciłam się na drugą stronę łóżka, na której powinien spać jeszcze Luke. Niestety go tam nie było. Od razu usiadłam na łóżku, by wziąć z stolika swój telefon. Była godzina 9:23, więc się zdziwiłam dlaczego chłopaka przy mnie nie ma. Był umówiony z chłopakami o 15 w studiu, więc nie rozumiem jego braku przy mnie. Odłożyłam telefon z powrotem na miejsce, a sama wyszłam z łóżka. Przeciągnęłam się, przy czym strasznie ziewnęłam. Za kilka dni będą święta i chciałabym je spędzić w gronie przyjaciół. Na rodzinę za bardzo nie mogę liczyć, bo mieszkają w Polsce, a ja ? Mieszkam w Londynie. Postanowiłam jednak po świętach do nich przylecieć sama. Bez chłopaków, ponieważ mają trasę koncertową.
   Leniwie wyszłam z łazienki i skierowałam się do kuchni. Zatrzymałam się przed schodami, kiedy usłyszałam z domu głosy ... chłopaków ? Zdziwiłam się, bo wczoraj nie spali w domu. Zeszłam z góry, po czym skierowałam się do kuchni. Wyciągnęłam szklankę, do której nalałam sok i poszłam z nią do salonu. Stanęłam w progu z miną 'Wtf?'.
-Czeeść.-przywitałam się z nimi powoli, po czym podeszłam do nich.-Czy Ciebie Luke posrało z tym pingwinem?
-Stefan brachu, nie słuchaj jej. Ona gada brednie.-powiedział blondyn do maskotki.
-O maj dzi.-powiedziałam załamana.- Z kim ja mieszkam w tym domu ?
-Z nami !-wykrzyknęli chłopcy, którzy nadal siedzieli na podłodze.
-Przykro mi [T.I.].-powiedział Michael, który jedyny siedział na kanapie.
-Wam już nic nie pomoże.-powiedziałam siadając obok chłopaka. -Nic chłopcy.
     Czwórka przyjaciół wymieniła ze sobą wzroki, podczas kiedy ja włączyłam telewizor. Calum jako jedyny z siedzącej trójki podniósł się z podłogi i usiadł obok mnie. Napięcie, które chłopcy stworzyli, poirytowało mnie i niestety musiałam wyłączyć telewizor. Oburzeni domagali się włączenia plazmówki, niestety byłam nieugięta.
-Nie !-krzyk sprawił, że Luke i  Ashton siedzieli przede mną po turecku na podłodze i wgapiali we mnie swoimi oczkami.-Nie ma mowy, a teraz mnie bardzo dobrze słuchajcie. Nie wiem co przeskrobaliście, ale i tak Wam wybaczam.
-Nic nie przeskrobaliśmy. -powiedział najstarszy z nich, Ashton. Kiedy popatrzałam na niego wielkimi oczami, dodał.-Możesz mi uwierzyć, choć to jest trudne. Raz nie przeskrobaliśmy, lecz poprawiliśmy się.
-COOO ?-nie wiedziałam w czym oni mogli się poprawić.-Hhahahhahahha, w czym mogliście się poprawić?
-Na przykład w tym, że przynieśliśmy choinkę i ładnie ją przystroiliśmy. Nie zauważyłaś ?-powiedział Luke, a ja dopiero teraz zauważyłam, że mamy choinkę.
-Jeju. Jaka ładna.-tylko tyle mogłam z siebie wydusić.
-Jest ładna tak jak ty.-wyszeptał mi do ucha Luke, po czym objął mnie.
*oczami Luke*
  [T.I.] ucieszyła się, choć bałem się najgorszego. Ale jest jak jest. Przytuliłem ją od tyłu i wraz z nią i chłopakami podziwialiśmy choinkę.

-Kotku mam do Ciebie pytanie. Chciałabyś się wybrać na świąteczne zakupy?-zapytałem dziewczyny, która odwróciła się przodem do mnie.
-No jasne.-na jej twarzy pojawił się mały uśmiech na wieść o zakupach. Lubię uszczęśliwiać swoją dziewczynę.
-No to po śniadaniu jedziemy. Idź się przebrać, a ja z chłopakami przygotuję śniadanie.-gdy to powiedziałem, chłopaki zabili mnie wzrokiem.
   Po sekundzie dziewczyny już nie było w salonie, więc i nas też nie było w pomieszczeniu. Wparowaliśmy do kuchni, w której zaczęliśmy przygotowywać śniadanie. Nic nie musiałem mówić, by każdy swoje zadanie znał. Calum mył naczynia, Michael nakładał do stołu, Ashton zmiatał podłogę, a ja przez ten czas zrobiłem kilka kanapek, które po kilku minutach wylądowały na stole.
-No siadamy do stołu i czekamy na [T.I.].-powiedziałem, kiedy chłopcy stanęli obok mnie.
 *z własnej perspektywy*
     Szczęśliwa wbiegłam do pokoju. Mam najukochańszego chłopaka pod słońcem. Muszę przyznać, że Calum, Ashton i Michael też są najukochańsi. Mieć takich przyjaciół to skarb. Bez zbędnego przeciągania wybrałam swój ulubiony zestaw, w który szybko się przebrałam. Włosy rozpuściłam i ładnie je rozczesałam, a swój makijaż postawiłam na lekki z jednego powodu. Luke nie lubi, kiedy maluje się za ostro. Szczerze to ma rację, bo wtedy wyglądam jak prostytutka, którą nie jestem. Po zrobieniu makijażu i porannych czynnościach, zbiegłam na dół.
-Przepraszam, że musieliście czekać.-powiedziałam siadając pomiędzy Ashton'em i Luke'm. -Smacznego.
    W ciszy zjedliśmy proste śniadanie, które oczywiście zrobił Luke. Po nim mogłam się spodziewać tylko kanapek, których po kilku minutach nie było już na stole. Chłopcy ponownie mnie zaskoczyli sprzątając po śniadaniu. Luke jako jedyny nie sprzątał. Nie miałam mu za to za złe.
    W ciągu pół godziny znaleźliśmy się w galerii, w której obecnie stoimy przy wejściu. Luke musiał odebrać telefon od studia, które powoli już mnie zaczęło denerwować. Po kilku wymienionych słowach, chłopak wsadził telefon do kieszeni i nareszcie mogliśmy zrobić świąteczne prezenty.
-Luke...-powiedziałam, kiedy ujrzałam tłum ludzi.
-Chodź.-powiedział chłopak i zaciągnął mnie do środka.
   W środku nikogo nie było, a ludzie jeszcze bardziej ścisnęli się do siebie. Nie wiedziałam o co chodzi, a po chwili już się domyślałam. Luke uklęknął, po czym wyciągnął z kieszeni kurtki czerwone pudełeczko. Niepewnie zerknęłam na kilku ludzi, po czym usłyszałam pytanie z ust Luke'a.
-[T.I.], czy wyjdziesz za mnie ?
-Ja? Yyyy.... tak !-zgodziłam się po chwili.
   Chłopak założył mi pierścionek na palec, po czym wstał i namiętnie pocałował. Wiwaty ludzi gdzieś umilkły, ponieważ najważniejszy był teraz dla mnie mój narzeczony. Jeszcze bardziej zrozumiałam, że jest najlepszym chłopakiem,przyjacielem, bratem, kochankiem, narzeczonym i przyszłym mężem.

         -------------------------------------------------------------------------------------------------
  Trochę spóźniony imagin, ale trudno :* ~Paulina

piątek, 26 grudnia 2014

Sylwestrowy fluff z Ashtonem

Dla osób, które nie są obeznane z angielską terminologią: fluff to rodzaj fanfiction, który jest taki awwwww i no. Że na przykład wasze OTP (One True Paring, czyli twoja najukochańsza para) je naleśniki, ale to jest takie urocze, że rumienicie się tak, jakbyście czytały jakieś hardcorowe porno, ya feel me?
 __________________________________________________________________________________

     Siedziałaś na kanapie wtulając się w Ashtona. W prawej ręce trzymałaś kieliszek z drinkiem, a twoje oczy śledziły to, co działo się na ekranie telewizora znajdującego się przed wami. Był Sylwester, a Nowy Rok zbliżał się nieubłaganie. Zostało dziesięć minut do 2015. Normalnie wasze świętowanie wyglądało nieco inaczej, ale tym razem na twoją prośbę ty, Ash i chłopcy urządziliście skromną imprezę składającą się tylko z najlepszych przyjaciół. Finalnie wyszło na to, że w twoim domu była was szóstka: ty, zespół i [Imię Twojej Najlepszej Przyjaciółki]. Wszyscy niecierpliwie czekaliście na wybicie północy, każde z was już nie mogło się doczekać by zobaczyć, co przyniesie następny rok. Znaczy chłopcy mieli większość rozplanowane: trasa, przygotowywanie nowego albumu i tak dalej. Ale ty? Nie miałaś pojęcia, co następne dwanaście miesięcy miało dla ciebie w zanadrzu. Niespokojnie poruszyłaś się pod kocem, pod którym siedzieliście razem z Irwinem.

- [T.I.]? Co jest? - potrząsnęłaś głową i spojrzałaś się na swojego przyjaciela. Nie słuchałaś, nie wiedziałaś, o co pytał.

- Co?

- Pytałem, co się stało. Wydajesz się niespokojna. - Ash miał rację. Nie chciałaś, by ten rok się kończył. Wtedy wszystko było pewne, mogłaś wszystko przewidzieć, ale to, co miało nastąpić za niecałe osiem minut cię przerażało. Niepewność, którą niósł za sobą Nowy Rok sprawiała, że na chwilę zmieniałaś się w przestraszoną wersję siebie, które nie wie, co zrobić. A nie chciałaś taka być.

- Zdaje ci się, nic mi nie jest. - machnęłaś lekceważąco ręką i ponownie skierowałaś swoją uwagę na ekran telewizora, na którym już widniało odliczanie.

- [T.I.], wiem, kiedy kłamiesz. Co jest nie tak? - Ashton uparcie studiował twoją twarz, jakby miał nadzieję wyczytać z niej wszystko, co chciał wiedzieć. Odwróciłaś się i spojrzałaś chłopakowi w oczy, mając nadzieję, że takie zachowanie go przekona.

- Ash, nic mi nie jest, naprawdę. Po prostu trochę się boję Nowego Roku. - Irwin spojrzał się na ciebie marszcząc brwi. Uśmiechnęłaś się, wyglądał uroczo.

- Dlaczego? Nowy Rok będzie świetny, zobaczysz! Tyle do odkrycia! - chłopak zaczął energicznie wymachiwać rękoma jednocześnie się śmiejąc. Ty tylko cicho westchnęłaś.

- Tak, dla was. Macie wszystko zaplanowane, podbój rynku muzycznego i tak dalej. A ja? Ja nie wiem nic, a wiesz doskonale, że boję się nieznanego. Jakby tego było mało chłopak, który podoba mi się od roku nawet tego nie zauważył. - wypowiedziałaś ostatnie zdanie zanim zdołałaś się powstrzymać. Chodziło ci o Ashtona. Skrycie się w nim podkochiwałaś, ale nic nie mówiłaś, bo nie chciałaś psuć waszej przyjaźni.

- Jak to możliwe? Jest aż tak głupi? - po odpowiedzi Irwina zachciało ci się śmiać. Gdyby tylko wiedział, że mówi o sobie. Kątem oka zerknęłaś na odliczanie. Cztery minuty.

- Najwidoczniej tak. - westchnęłaś pod nosem. Wtedy do pokoju wparował Michael. Już po jego minie wiedziałaś, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Twarz Clifforda była wykrzywiona w charakterystycznym uśmiechu, który sugerował, że Mikey wpadł na jakiś genialny pomysł. Tylko że te pomysły z reguły były genialne tylko dla niego.

- Ashton, wiesz, że ona mówi o tobie, pacanie? - chłopak powiedział tylko jedno zdanie i wyszedł z pokoju. Poczułaś, że robi ci się coraz bardziej gorąco. Już sobie wyobrażałaś, jak musiałaś wyglądać: jak zdziwiona i zażenowana cegła. Ash spojrzał na ciebie ze zdezorientowaniem.

- [T.I.], to prawda? Mówiłaś o mnie? - udało ci się tylko nieśmiało pokiwać głową. Nagle zrobiło się niezręcznie. Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Jednak ku twojemu zaskoczeniu Irwin uśmiechnął się, odwrócił się do ciebie przodem, chwycił twoją twarz w dłonie i przycisnął swoje wargi do twoich. Zamarłaś. Nie wiedziałaś, co robić. Twoje serce biło tak głośno, że odniosłaś wrażenie, iż słyszą je ludzie w sąsiednim domu. Oprzytomniałaś dopiero po chwili i z pasją zaczęłaś odpowiadać na słodką pieszczotę. Wplotłaś swoje palce w kręcone włosy Ashtona i przyciągnęłaś go bliżej. Poczułaś, jak usta chłopaka rozciągają się w uśmiechu kiedy wymsknęło ci się mruknięcie zadowolenia. Oderwaliście się od siebie lekko zdyszani. Ash zlustrował cię wzrokiem i ponownie się uśmiechnął.

- Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej? Mogliśmy się zejść jakieś pół roku temu. - Irwin zaśmiał się radośnie i odwrócił się w stronę telewizora. Dopiero wtedy zauważyłaś, że zostały tylko cztery sekundy do Nowego Roku. Nagle do pokoju wparowała reszta gości krzycząc i piszcząc. Gdy na ekranie wyświetliła się magiczna cyfra zero, Luke wysypał konfetti śmiejąc się jednocześnie. Wszyscy wyglądali na takich szczęśliwych, gotowych na to, co przyniosą następne miesiące. Wtedy poczułaś ciepły oddech tuż przy swoim uchu. Nie musiałaś sprawdzać, wiedziałaś, że to Ashton.

- Szczęśliwego Nowego Roku, [T.I.]. - uśmiechnęłaś się i niewiele się zastanawiając, obróciłaś głowę i zaczęłaś go całować. Siedzieliście tak na kanapie ciesząc się swoją obecnością i celebrując wasz nowy związek, gdy zorientowałaś się, że już się nie boisz. Wiedziałaś, co przyniesie ci 2015, bo wreszcie odnalazłaś miejsce, do którego w pełni należysz. A co najważniejsze, znalazłaś osobę, z którą spędzisz ten rok. I to wystarczyło.

__________________________________________________________________________________

Kolejny imagin ode mnie, tym razem Sylwestrowy. Mam nadzieję, że się podobało :) Szczęśliwego Nowego Roku, misie xx
angels_play

czwartek, 25 grudnia 2014

Wintersong (Bożonarodzeniowy imagin z Lukiem)

Disclaimer: w tym imagine ty i zespół mieszkacie w Stanach


Wintersong

*rok temu*
      Wigilia. Większość twoich znajomych siedziała teraz przy wigilijnych stołach razem z ich rodzinami. Ale nie ty. Ty czuwałaś w szpitalu. Już od kilku dni nie wychodziłaś z jego sali, jeśli już to robiłaś to tylko po to, żeby pójść do łazienki. Nie musiałaś nawet chodzić do stołówki, pielęgniarki przynosiły ci jedzenie z dobrego serca. Chłopcy wpadali raz dziennie żeby sprawdzić, jak się trzymacie. Zawsze mówili w liczbie mnogiej, jakby ty i Luke byliście nierozłączni. W dużej mierze mieli rację. Spotykaliście się już od trzech lat, wcześniej byliście najlepszymi przyjaciółmi. Zdecydowałaś się nawet na przeprowadzkę przez wzgląd na Hemmingsa. Nie chciałaś się z nim rozstawać i miałaś to głęboko gdzieś, że w USA nie miałaś krewnych. Dla niego zrobiłabyś wszystko. Jednak teraz liczyło się co innego. Luke umierał, a ty nie mogłaś zrobić nic poza czuwaniem nad jego łóżkiem. Ciągłe pikanie aparatury na początku cię denerwowało, ale teraz każdy kolejny dźwięk dawał ci nadzieję. Każdy kolejny dźwięk oznaczał kolejne uderzenia jego serca, a ty nie chciałaś się z nim rozstawać. Liczyłaś na to, że przed śmiercią chłopak obudzi się chociaż na chwilę, żebyś mogła się z nim pożegnać. Już nie łudziłaś się, że Luke przeżyje. Odkąd trafił do szpitala, jego stan stale się pogarszał. Lekarze nie dawali mu żadnych szans a tobie pozostawało się tylko z tym pogodzić. Ale ty nie mogłaś. Nie byłaś sobie w stanie wyobrazić życia bez niego. Był tam od zawsze, jak mógłby teraz zniknąć? Nagle usłyszałaś jego głos wołający twoje imię.
- [T.I.]? - poderwałaś się z fotela, na którym siedziałaś i podbiegłaś do łóżka. Uklękłaś przy twarzy chłopaka i położyłaś swoją dłoń na jego policzku. Oczy zaszły ci łzami. Spojrzałaś na twarz Hemmingsa. Miał zapadnięte policzki, sińce pod oczami a oczy, które zawsze tak błyszczały, teraz był wyblakłe i bez życia. Kiedy cię zobaczył słabo się uśmiechnął. Z wielkim trudem podniósł swoją lewą rękę i kciukiem starł łzy, które wypłynęły z twoich oczu. Wiedziałaś, że nie powinnaś przy nim płakać, ale nie mogłaś się powstrzymać. Płakałaś z radości.
- Dlaczego płaczesz, [T.I.]? Jeszcze nie umarłem.
- Myślałam, że już więcej nie usłyszę twojego głosu. - uśmiechnęłaś się przez łzy po czym usiadłaś na piętach tak, że twoja twarz znajdowała się wyżej. Nachyliłaś się i pocałowałaś go w spierzchnięte usta najdelikatniej jak potrafiłaś. Odsunęłaś się po kilku sekundach. Chciałaś wstać z klęczek żeby przysunąć fotel do łóżka, ale Luke ci na to nie pozwolił. Złapał cię za twoją dłoń i nie dał ci odejść. Posłusznie uklękłaś z powrotem na podłodze i nakryłaś jego dłoń swoją. Hemmings leżał przez chwilę wpatrując się w ciebie i nic nie mówiąc. Odezwał się dopiero po kilku minutach.
- Dałem dupy na całej linii, przepraszam. - chłopak uporczywie się w ciebie wpatrywał szukając przebaczenia
- Nie przepraszaj, to nie twoja wina.
- Właśnie że moja. Moglibyśmy teraz ubierać choinkę i siedzieć przy stole razem z chłopakami, ale przeze mnie będziesz miała zrujnowane święta. A nawet jeśli nie umrę dzisiaj...
- Nie mów tak, proszę cię. - pomimo twojej prośby Luke kontynuował
- ... to na pewno nie dożyję końca okresu świątecznego. [T.I.], przeze mnie przynajmniej dwa następne Boże Narodzenia spędzisz zapłakana. - nie przesadzał. Wiedział, o czym mówi, bo on sam zachowałby się tak samo.
- Nie chcę o tym rozmawiać, Luke. Nie chcę o tym myśleć, jeszcze nie teraz. Rozumiesz? - chłopak kiwnął głową i zamilknął. Po kilku sekundach przypomniał sobie o czymś i ponownie zaczął mówić.
- [T.I.], musisz mi obiecać dwie rzeczy. Po pierwsze: nie możesz zostawić chłopaków. Będą cię potrzebowali po tym wszystkim żeby ogarnąć sprawy związane z zespołem, jasne?
- Wiesz, że nigdy bym ich nie zostawiła. To także moi przyjaciele.
-  Po drugie: kiedy wrócisz do domu zajrzyj do czwartej szuflady mojego biurka, dobrze? Zostawiłem tam coś dla ciebie.
- Masz to jak w banku. - zauważyłaś, że zaczął ziewać pomimo tego, że przed chwilą się obudził - Połóż się spać, jesteś zmęczony.
- Nie. Chcę, żebyś była ostatnią osobą jaką zobaczę.
- Luke, proszę...
- Nie, [T.I.]. Nie mogę, rozumiesz? - westchnęłaś cicho i wróciłaś na swój fotel. Usiadłaś w poprzek i przełożyłaś nogi przez jeden z podłokietników opierając głowę o drugi. Cały czas czułaś na sobie wzrok chłopaka. Przymknęłaś oczy i po kilku minutach w tej pozycji zaczęłaś przysypiać. Nie spałaś poprzedniej nocy, bo stan Luke'a drastycznie się pogorszył. Nie chciałaś spać w momencie jego śmierci, więc po prostu piłaś nieludzkie ilości kawy. Jednak teraz zmęczenie nad tobą zwyciężało. Z półsnu wyrwał cię głos Hemmingsa.
- Pójdź spać, zaraz tutaj zemdlejesz. Ja tu poleżę i na ciebie popatrzę.
- Nie będzie ci to przeszkadzało, że zasnę? - spytałaś asekuracyjnie. Byłaś gotowa na nieprzespanie kolejnej nocy. Dla niego.
- Nie, masz pójść spać i kropka. - uspokojona rozluźniłaś się i już po kilku minutach spałaś.

*Pół godziny później*

      Ze snu wyrwał cię jeden piskliwy dźwięk. Przestraszona zerwałaś się z fotela i spojrzałaś na monitor. To, co tam zobaczyłaś wbiło cię w ziemię. Ciągła linia biegnąca przez całą długość urządzenia. Zanim zdążyłaś oprzytomnieć do sali wbiegły trzy pielęgniarki. Jedna z nich ciągnęła za sobą defibrylator umieszczony na wózku z kółkami.
- Wyprowadźcie ją! - druga z kobiet krzyknęła do ochroniarza, który natychmiast złapał cię za ramię i zaczął stanowczo ciągnąć w stronę wyjścia z pokoju. Wtedy wróciłaś do rzeczywistości. Zaczęłaś się szarpać, jednak pomimo twoich wysiłków facet cię nie puścił. Obejrzałaś się i ostatnie co zobaczyłaś to opadająca dłoń twojej drugiej połówki.

*Teraz*
"The lake is frozen over
The trees are white with snow"
     
     Siedziałaś na brzegu zamarzniętego jeziora. Wszystko wokół ciebie było białe od śniegu, drzewa uginały się pod ciężarem białego puchu. Został jeden dzień do Wigilii. Jeden dzień do pierwszej rocznicy jego śmierci. Pomyślałaś o dwóch obietnicach, które mu złożyłaś przed śmiercią. Pierwszą wypełniałaś bez problemu. To drugiej nie mogłaś dotrzymać. Do tej pory nie byłaś w stanie wejść do jego pokoju. Zbyt dużo rzeczy przypominało ci o nim. Spojrzałaś w taflę zbiornika. Ujrzałaś swoje odbicie, którego tak bardzo nie lubiłaś od roku. Dziewczyna, która kiedyś wiecznie się uśmiechała zniknęła. Jej miejsce zajął wiecznie przygnębiony wrak człowieka. Twoje włosy, niegdyś [twój kolor włosów], przefarbowałaś na czarno i nieznacznie je skróciłaś. Na początku chciałaś się obciąć na krótko, ale przypomniałaś sobie, że on uwielbiał długość twoich pasm. Po takim szmacie czasu wciąż miałaś trudności z mówieniem o nim po imieniu. Te cztery litery sprawiały ci ból.
      Wstałaś z zimnej ziemi, otrzepałaś tył kurtki ze śniegu i ruszyłaś w drogę powrotną do domu. Poszłaś nad to jezioro z jednego powodu: kiedyś przychodziliście tam razem i to tam on pierwszy raz cię pocałował. To było zadośćuczynienie za to, że nie poszłaś na jego grób. Do tego też nie mogłaś się zmusić. Dopóki nie zobaczyłaś nagrobka mogłaś sobie wmawiać, że on gdzieś wyjechał i nie wiadomo kiedy wróci.
      Po kilku minutach spaceru byłaś na miejscu. Weszłaś do budynku, w którym znajdowało się wasze mieszkanie, które teraz zmieniło się w twoje. Nie chciałaś tego, ale wiedziałaś, że nie masz wyboru. Nie mogłaś wciąż nazywać go "waszym", bo ludzie pomyśleliby, że jesteś szalona. Kiedy szłaś schodami każda osoba, która cię mijała patrzyła na ciebie ze współczuciem. Wszyscy w budynku cię znali i wiedzieli, co się stało. Rok temu wszystkie media trąbiły o jego śmierci nie dając mu chwili spokoju nawet po odejściu. Tobie też nie chcieli odpuścić. Setki wywiadów, w których powtarzałaś w kółko to samo i przy których zawzięcie starałaś się nie płakać. Nie zawsze wychodziło. Nawet jeśli ci się udawało, to makijażyści zazwyczaj musieli tuszować twoje zaczerwienione oczy.
      Kiedy weszłaś do mieszkania natychmiast zapragnęłaś z niego wyjść. Ostatnio zaczęłaś uciekać od własnego domu. Każdy metr kwadratowy każdego pomieszczenia przypominał ci o nim. Przechodziłaś obok kanapy i myślałaś "To tutaj zasnął mi na kolanach kiedy oglądaliśmy razem film". I tak przez cały czas. Zamknęłaś drzwi do mieszkania i idąc do swojego pokoju spojrzałaś na piękny świerk stojący przy oknie w salonie. Dlaczego świerk? Bo nie ubrałaś drzewka. To była wasza tradycja, przystrajanie choinki razem, ale skoro on zniknął, dlaczego ozdoby miałyby się pojawić? Nie mogłaś tego zrobić bez niego. Wtedy twardo postanowiłaś, że jutro znajdziesz to coś, co on ci zostawił w swoim biurku. Nie mogłaś tego dłużej odkładać. Z tą myślą weszłaś do twojego pokoju i rzuciłaś się na łóżko próbując nie myśleć o nadchodzącym dniu.

*Wigilia*
      Siedziałaś przy stole, na którym znajdował się tylko opłatek. Byłaś sama, chłopcy spędzali święta z rodzinami w Sydney. Wpatrywałaś się w okno czekając na pierwszą gwiazdę. Kiedy ujrzałaś błysk na nocnym niebie, chwyciłaś biały prostokąt, ułamałaś go i zjadłaś kawałek.
- Wesołych Świąt, Luke. - wypowiedziałaś jego imię po raz pierwszy od tamtego dnia. To, że rzucałaś słowa w eter nie było już niczym dziwnym. Ostatnio bardzo często mówiłaś na głos zwracając się do niego udając, że cię słyszy. Zazwyczaj kończyło się to twoim płaczem, ale przynosiło ze sobą pewnego rodzaju ulgę. Poczułaś, jak łzy formują się pod powiekami. Wtedy przypomniałaś sobie o postanowieniu, które złożyłaś poprzedniego dnia. Po kilku minutach stania przy stole i zbierania odwagi zdecydowałaś się to zrobić. Powoli podeszłaś do drzwi prowadzących do jego pokoju i uchyliłaś drzwi. Nie musiałaś szukać pstryczka od światła, pamiętałaś, gdzie się znajdował. Powoli weszłaś do rozświetlonego już pokoju a łzy już ściekały po twoich policzkach. Nie potrafiłaś ich powstrzymać.

"And all around reminders of you
Are everywhere I go"
     
     Spojrzałaś w stronę biurka, przy którym pomagał ci w odrabianiu prac domowych z przedmiotów ścisłych. To właśnie tam miała znajdować się niespodzianka, którą powinnaś była znaleźć rok temu. Nerwowo przekręciłaś jego pierścionek, który nosiłaś na serdecznym palcu lewej ręki. W końcu podeszłaś do mebla i uklęknęłaś przy czwartej szufladzie, którą po chwili otworzyłaś. W środku były jakieś papiery, ale one nie były ważne. Twoją uwagę przykuło małe, zamszowe pudełko położone na samym środku szuflady. Wzięłaś je do ręki i przeczytałaś notatkę przyklejoną do pokrywki. Znałaś to pismo. Należało do niego.

"Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, [T.I.].
Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać.
Luke xx"

      Z lękiem otworzyłaś puzderko. Twoim oczom ukazał się piękny, srebrny pierścionek. Był skromny, nie miał żadnego oczka tylko misternie wykonany wzór z liści oplatający go dookoła. Położyłaś biżuterię na kolanie i wzięłaś do ręki drugą kartkę wepchniętą do opakowania.
"Wyjdziesz za mnie?"

     Zaparło ci dech w piersiach. Dlatego ci o tym powiedział przed śmiercią. Chciał, żebyś wiedziała o jego planach. Wzięłaś pierścionek do prawej ręki i ostrożnie założyłaś go na środkowy palec drugiej dłoni. Pasował idealnie. Musiał podkraść jeden z twoich pierścionków żeby dopasować rozmiar. Jeszcze raz spojrzałaś na karteczkę i po raz kolejny tego wieczoru zaczęłaś płakać. Po krótkiej chwili cały twój makijaż rozmazał się a ty dostałaś takich spazmów, że ledwo oddychałaś. Cała się trzęsłaś. Tak bardzo chciałaś, żeby to wszystko okazało się tylko złym snem, żebyś za moment się obudziła tuż obok niego. Uspokoiłby cię, pocałował na dobranoc i trzymał w ramionach aż do rana. Ale to już nie wróci. On nie wróci. A ty nie potrafiłaś się z tym pogodzić.
  
"It's late and morning's in no hurry
But sleep won't set me free
I lie awake and try to recall
How your body felt beside me"

      Dwie godziny zajęło ci uspokojenie się. Wytarłaś oczy z łez i powoli wstałaś podpierając się o biurko. Od razu skierowałaś się do swojego pokoju i zagrzebałaś się pod kołdrą. Nawet się nie przebrałaś, nie miałaś na to ani ochoty ani siły. Położyłaś się na plecach i wpatrywałaś się w sufit. Mimo wyczerpania nie mogłaś zasnąć. Godziny mijały nieubłaganie, a ty wciąż leżałaś w tej samej pozycji próbując sobie przypomnieć jak wspaniale się czułaś, kiedy leżał obok ciebie.

 "When silence gets too hard to handle
And the night too long
And this is how I see you
In the snow on Christmas morning
Love and happiness surround you
As you throw your arms up to the sky
I keep this moment by and by"

      Cisza panująca w całym mieszkaniu była przytłaczająca. Nie potrafiłaś jej znieść. Noc także niesamowicie ci się dłużyła, dlatego postanowiłaś wrócić do salonu. Otworzyłaś jedną z wielu szuflad w szafie i wygrzebałaś tą jedną płytę DVD, której teraz potrzebowałaś. Tą z napisem "Wigilia, 2011". Okręciłaś ją między palcami i włożyłaś do odtwarzacza. Odpaliłaś telewizor i z pilotem w ręku usiadłaś na kanapie. Ekran rozświetlił obraz Luke'a unoszącego ręce do góry. Po chwili chłopak położył się na śniegu i zaczął robić aniołka. W tle dało się usłyszeć twój śmiech. Wtedy Hemmings wstał z ziemi, ulepił śnieżkę gołymi dłońmi i podszedł do obiektywu z uśmiechem na ustach. Wtedy zatrzymałaś płytę. Patrzyłaś w to jedno ujęcie przez dłuższy czas, sama nie wiedziałaś jak długo. Właśnie tak chciałabyś go zapamiętać. Radosnego, z wypiekami na policzkach i błyszczącymi oczami. Ale niestety twoje ostatnie wspomnienie wyglądało trochę inaczej. Poczułaś, że możesz za chwilę zacząć płakać, więc szybko wyłączyłaś oba urządzenia i podeszłaś do okna. Zamknęłaś oczy i ujrzałaś to ujęcie, na którym zatrzymałaś film. Nie potrafiłaś się od niego uwolnić. Nie, żebyś chciała.

"Sense of joy fills the air
And I daydream
And I stare
Up at the tree and I see
Your star up there"
     
     Otworzyłaś okno i usiadłaś na parapecie. Spojrzałaś w dół na ulicę. Ktoś przebrany za Świętego Mikołaja szedł ulicą śpiewając kolędy. Pewnie wracał pijany z jakiejś imprezy. Ale ten ktoś był szczęśliwy. A ty nie potrafiłaś. Miałaś wrażenie, że aura radości świątecznej otacza wszystkich tylko nie ciebie. Zaczęłaś marzyć. Wyobrażałaś sobie jak by to było gdyby on tu był. Choinka byłaby ubrana, to na pewno. Nie spędziłabyś Świąt sama, bo poleciałabyś razem z nim do Sydney. Nie przepłakałabyś pół nocy i na pewno nie siedziałabyś teraz w oknie. A przede wszystkim byłabyś zaręczona. Może planowalibyście ślub. Ale to się już nie stanie. Podniosłaś wzrok na horyzont, którym były setki drzew przyozdobione białym puchem. Mimo tak wczesnej pory gwiazdy wciąż były widoczne. Nagle po niebie przemknął biały ogon spadającej gwiazdy. Pomyślałaś życzenie. Jedyne, które nosiłaś w sercu od tamtego dnia.
- Chcę go jeszcze raz zobaczyć, dotknąć, cokolwiek. Proszę. - głos ci się załamał, ledwo wydusiłaś ostatnie słowo. Już miałaś ponownie zacząć płakać kiedy poczułaś czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłaś się przestraszona i ujrzałaś jego. Stał przed tobą, czułaś ciężar jego dłoni. I co najważniejsze, uśmiechał się.
- Luke? - powiedziałaś przez ściśnięte gardło
- To ja. - bez zastanowienia wstałaś z parapetu i rzuciłaś się w jego ramiona, niechcący go przy tym przewracając. W pomieszczeniu rozległ się jego śmiech. Łzy niekontrolowanie zaczęły wyciekać z twoich oczu. Zacisnęłaś dłonie wokół jego koszulki i wtuliłaś się w jego klatkę piersiową. Mogłaś go dotknąć, to nie był sen. To działo się naprawdę. Poczułaś jak jego dłonie obejmują cię w pasie. Wciągnęłaś nosem zapach. Nawet pachniał tak samo. Uniosłaś głowę i spojrzałaś na niego. Nie wyglądał tak jak w dniu śmierci. Był sobą. Jego oczy znów były cudownie błękitne i błyszczały z radości. Nie był wychudzony. Uśmiechnęłaś się. Właśnie takiego chciałabyś go zapamiętać. Luke położył swoją dłoń na twoim policzku dokładnie tak samo jak rok temu. Kciukiem starł twoje łzy a jego twarz rozświetlił uśmiech ukazujący dołeczek w prawym policzku.
- Nie płacz, przecież tutaj jestem.
- To ze szczęścia. - pociągnęłaś nosem próbując pozbyć się pozostałości płaczu. Chłopak spojrzał na twoją lewą dłoń i spojrzał na ciebie z radością.
- Zgodziłaś się?
- Na co? - na początku nie wiedziałaś, o co mu chodziło. Ten nic nie powiedział tylko delikatnie zsunął cię z siebie, wstał i wyciągnął ku tobie dłoń. Ty bez wahania przyjęłaś ją i dałaś sobie pomóc przy wstawaniu z posadzki. Wtedy Luke chwycił twoją drugą dłoń i spojrzał ci w oczy.
- Chyba czas, żebym zapytał się oficjalnie. Masz już pierścionek, więc nie mam ci co dać, ale... [T.I.], wyjdziesz za mnie? - zatkało cię. Jego powrót to wystarczające szczęście, nie myślałaś nawet o tym, że ci się oświadczy po raz drugi. Już miałaś powiedzieć tak, kiedy nagle ktoś zaczął cie wołać.
- [T.I.]? [T.I.], obudź się!
      Otworzyłaś leniwie oczy. Wciąż siedziałaś na parapecie z policzkiem przyciśniętym do ściany. Osobą, która cię obudziła był Michael. Zdziwiłaś się na jego widok.
- Michael, co ty tu robisz?
- Wróciłem wcześniej, żeby sprawdzić co u ciebie.
- Mogłeś zadzwonić, - zmarszczyłaś brwi. Czegoś ci brakowało. Zaczęłaś rozglądać się po pomieszczeniu, ale nigdzie go nie widziałaś. Wtedy to w ciebie uderzyło.
- To był tylko sen. - udało ci się wymówić tylko te słowa zanim wybuchnęłaś płaczem. Spadłaś z parapetu i skuliłaś się na podłodze. Clifford niemalże natychmiastowo uklęknął obok ciebie i przytulił próbując cię uspokoić. Jednak po twojej głowie krążyła tylko jedna myśl. "On nie wróci. To był tylko sen." I ta jedna myśl utrudniała ci zasypianie przez kolejne dwa lata.

"Oh I miss you now, my love
Merry Christmas, merry Christmas,
Merry Christmas, my love"


__________________________________________________________________________________
Tłumaczenie fragmentów piosenki w odpowiedniej kolejności:
1. Jezioro jest zamarznięte
Drzewa są białe od śniegu
2. I rzeczy, które przypominają mi ciebie są wszędzie gdziekolwiek nie pójdę
3.  Jest późno, ale jeszcze nie świta
Jednak sen nie uwolni mnie
Leżę przebudzona i próbuję przypomnieć sobie
Jak się czułam, kiedy leżałeś obok mnie
4.  Kiedy cisza staje się zbyt trudna do zniesienia
I noc zbyt długa
I to jak ciebie widzę
W zaśnieżonym poranku Bożego Narodzenia
Miłość i szczęście cię otaczają
Jak wznosisz swoje ręce ku niebu
Raz po raz wspominam tę chwilę
5. Poczucie radości wypełnia powietrze
I marzę, i wypatruję
Nad drzewami, i widzę
Twoją gwiazdę, tam, na górze...
6.  Och, jak ja teraz za tobą tęsknię, mój ukochany
Wesołych Świąt... Wesołych Świąt... Wesołych Świąt...
Mój ukochany 

Chciałabym wam wszystkim życzyć Wesołych Świąt :D 
angels_play

wtorek, 18 listopada 2014

Powitanie.

    Cześć. Nie wiem jak dokładnie zacząć, więc przejdę do konkretów. Blog ten powstał z myślą o chłopakach z 5SOS. Wraz z 4 dziewczynami, postanowiłam na tym blogu zacząć pisać imaginy o chłopakach. Za niedługo powstanie zakładka o nas, w której trochę nas poznacie. A co do imaginów, to będziemy się starać dodawać często :)
Podpisywać będziemy się tak jak jest napisane w nawiasach:
•ja (Paulina)
•Jessia (Bizzle)
•Olga (angels_play)
•Zuza (Sue.xx)
•Dominika (domakonda)