sobota, 27 grudnia 2014

Świąteczny imagin z Lukiem.

    Ledwo otworzyłam oczy, by znów je zamknąć. Promienie słońca padały przez okno w moje zaspane tęczówki. Przewróciłam się na drugą stronę łóżka, na której powinien spać jeszcze Luke. Niestety go tam nie było. Od razu usiadłam na łóżku, by wziąć z stolika swój telefon. Była godzina 9:23, więc się zdziwiłam dlaczego chłopaka przy mnie nie ma. Był umówiony z chłopakami o 15 w studiu, więc nie rozumiem jego braku przy mnie. Odłożyłam telefon z powrotem na miejsce, a sama wyszłam z łóżka. Przeciągnęłam się, przy czym strasznie ziewnęłam. Za kilka dni będą święta i chciałabym je spędzić w gronie przyjaciół. Na rodzinę za bardzo nie mogę liczyć, bo mieszkają w Polsce, a ja ? Mieszkam w Londynie. Postanowiłam jednak po świętach do nich przylecieć sama. Bez chłopaków, ponieważ mają trasę koncertową.
   Leniwie wyszłam z łazienki i skierowałam się do kuchni. Zatrzymałam się przed schodami, kiedy usłyszałam z domu głosy ... chłopaków ? Zdziwiłam się, bo wczoraj nie spali w domu. Zeszłam z góry, po czym skierowałam się do kuchni. Wyciągnęłam szklankę, do której nalałam sok i poszłam z nią do salonu. Stanęłam w progu z miną 'Wtf?'.
-Czeeść.-przywitałam się z nimi powoli, po czym podeszłam do nich.-Czy Ciebie Luke posrało z tym pingwinem?
-Stefan brachu, nie słuchaj jej. Ona gada brednie.-powiedział blondyn do maskotki.
-O maj dzi.-powiedziałam załamana.- Z kim ja mieszkam w tym domu ?
-Z nami !-wykrzyknęli chłopcy, którzy nadal siedzieli na podłodze.
-Przykro mi [T.I.].-powiedział Michael, który jedyny siedział na kanapie.
-Wam już nic nie pomoże.-powiedziałam siadając obok chłopaka. -Nic chłopcy.
     Czwórka przyjaciół wymieniła ze sobą wzroki, podczas kiedy ja włączyłam telewizor. Calum jako jedyny z siedzącej trójki podniósł się z podłogi i usiadł obok mnie. Napięcie, które chłopcy stworzyli, poirytowało mnie i niestety musiałam wyłączyć telewizor. Oburzeni domagali się włączenia plazmówki, niestety byłam nieugięta.
-Nie !-krzyk sprawił, że Luke i  Ashton siedzieli przede mną po turecku na podłodze i wgapiali we mnie swoimi oczkami.-Nie ma mowy, a teraz mnie bardzo dobrze słuchajcie. Nie wiem co przeskrobaliście, ale i tak Wam wybaczam.
-Nic nie przeskrobaliśmy. -powiedział najstarszy z nich, Ashton. Kiedy popatrzałam na niego wielkimi oczami, dodał.-Możesz mi uwierzyć, choć to jest trudne. Raz nie przeskrobaliśmy, lecz poprawiliśmy się.
-COOO ?-nie wiedziałam w czym oni mogli się poprawić.-Hhahahhahahha, w czym mogliście się poprawić?
-Na przykład w tym, że przynieśliśmy choinkę i ładnie ją przystroiliśmy. Nie zauważyłaś ?-powiedział Luke, a ja dopiero teraz zauważyłam, że mamy choinkę.
-Jeju. Jaka ładna.-tylko tyle mogłam z siebie wydusić.
-Jest ładna tak jak ty.-wyszeptał mi do ucha Luke, po czym objął mnie.
*oczami Luke*
  [T.I.] ucieszyła się, choć bałem się najgorszego. Ale jest jak jest. Przytuliłem ją od tyłu i wraz z nią i chłopakami podziwialiśmy choinkę.

-Kotku mam do Ciebie pytanie. Chciałabyś się wybrać na świąteczne zakupy?-zapytałem dziewczyny, która odwróciła się przodem do mnie.
-No jasne.-na jej twarzy pojawił się mały uśmiech na wieść o zakupach. Lubię uszczęśliwiać swoją dziewczynę.
-No to po śniadaniu jedziemy. Idź się przebrać, a ja z chłopakami przygotuję śniadanie.-gdy to powiedziałem, chłopaki zabili mnie wzrokiem.
   Po sekundzie dziewczyny już nie było w salonie, więc i nas też nie było w pomieszczeniu. Wparowaliśmy do kuchni, w której zaczęliśmy przygotowywać śniadanie. Nic nie musiałem mówić, by każdy swoje zadanie znał. Calum mył naczynia, Michael nakładał do stołu, Ashton zmiatał podłogę, a ja przez ten czas zrobiłem kilka kanapek, które po kilku minutach wylądowały na stole.
-No siadamy do stołu i czekamy na [T.I.].-powiedziałem, kiedy chłopcy stanęli obok mnie.
 *z własnej perspektywy*
     Szczęśliwa wbiegłam do pokoju. Mam najukochańszego chłopaka pod słońcem. Muszę przyznać, że Calum, Ashton i Michael też są najukochańsi. Mieć takich przyjaciół to skarb. Bez zbędnego przeciągania wybrałam swój ulubiony zestaw, w który szybko się przebrałam. Włosy rozpuściłam i ładnie je rozczesałam, a swój makijaż postawiłam na lekki z jednego powodu. Luke nie lubi, kiedy maluje się za ostro. Szczerze to ma rację, bo wtedy wyglądam jak prostytutka, którą nie jestem. Po zrobieniu makijażu i porannych czynnościach, zbiegłam na dół.
-Przepraszam, że musieliście czekać.-powiedziałam siadając pomiędzy Ashton'em i Luke'm. -Smacznego.
    W ciszy zjedliśmy proste śniadanie, które oczywiście zrobił Luke. Po nim mogłam się spodziewać tylko kanapek, których po kilku minutach nie było już na stole. Chłopcy ponownie mnie zaskoczyli sprzątając po śniadaniu. Luke jako jedyny nie sprzątał. Nie miałam mu za to za złe.
    W ciągu pół godziny znaleźliśmy się w galerii, w której obecnie stoimy przy wejściu. Luke musiał odebrać telefon od studia, które powoli już mnie zaczęło denerwować. Po kilku wymienionych słowach, chłopak wsadził telefon do kieszeni i nareszcie mogliśmy zrobić świąteczne prezenty.
-Luke...-powiedziałam, kiedy ujrzałam tłum ludzi.
-Chodź.-powiedział chłopak i zaciągnął mnie do środka.
   W środku nikogo nie było, a ludzie jeszcze bardziej ścisnęli się do siebie. Nie wiedziałam o co chodzi, a po chwili już się domyślałam. Luke uklęknął, po czym wyciągnął z kieszeni kurtki czerwone pudełeczko. Niepewnie zerknęłam na kilku ludzi, po czym usłyszałam pytanie z ust Luke'a.
-[T.I.], czy wyjdziesz za mnie ?
-Ja? Yyyy.... tak !-zgodziłam się po chwili.
   Chłopak założył mi pierścionek na palec, po czym wstał i namiętnie pocałował. Wiwaty ludzi gdzieś umilkły, ponieważ najważniejszy był teraz dla mnie mój narzeczony. Jeszcze bardziej zrozumiałam, że jest najlepszym chłopakiem,przyjacielem, bratem, kochankiem, narzeczonym i przyszłym mężem.

         -------------------------------------------------------------------------------------------------
  Trochę spóźniony imagin, ale trudno :* ~Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz